#24gry – sierpień

Witajcie z powrotem na moim kanale, dłuuugo mnie nie było i wstyd się przyznać, że dopiero w grudniu wrzucam gry, które miałem przygotowane na sierpień, ale… trudno, w 2020 miałem wyluzować, więc pozostałą część cyklu, przesuwam na 2021.

W tym miesiącu będzie trochę inaczej, po pierwsze oszczędzę Wam patrzenia na mojego ryja, po drugie gry wideo o jakich będę mówił nie są do końca grami wideo, a bardziej interaktywnymi filmami.

 

Co to takiego? Być może spotkaliście się z tą frazą przy okazji serialu Black Mirror, a ściślej, odcinka Bandersnatch, który jako jeden z pierwszych przedarł się do mainstreamu i oddał w ręce widzów, coś co do tej pory było poza ich zasięgiem – decyzyjność. Jako zarówno gracz i kinoman przyklasnąłem temu pomysłowi, od jakiegoś czasu myśląc, że te dwie branże powinny romansować ze sobą częściej. A że niedawno w plusie dostałem grę Erica, postanowiłem dołożyć do niej drugą tego typu i przygotować materiał o interaktywnych filmach, gotowi? Zaczynamy.

Erica to wydana w 2019 roku gra typu FMV, czyli full-motion-video. Historia kręci się wokół tytułowej Erici i klasyfikowana jest jako „triller”. Ale jeśli już thriller, to ja dodałbym do tego że taki bardziej „młodzieżowy”, gdyż pomijając kilka mocno krwawych momentów, całość jest raczej lekkostrawna, a nawet baśniowa.

Zacznijmy od mechanik, już na starcie gra sugeruje nam abyśmy zainstalowali aplikację na telefonie i połączyli się z tą samą siecią wifi co nasza konsola, lub alternatywnie, stworzyli hot-spot na naszej konsoli i połączyli się z nią telefonem. A trzeba przyznać, że twórcy postarali się jeśli chodzi o interakcję z tą „filmogrą”, smyrając palcem przesuwamy ołówek po kartce, otwieramy kufry, zapalamy zapalniczkę czy przecieramy lustro z pary. Oprócz tego typu zabawnych interakcji, mamy również ekrany podejmowania decyzji, które pchają fabułę w pożądanym kierunku.

Postacie które widzimy na ekranie są prawdopodobne, choć znów, przywodzą na myśl młodzieżowe (czytaj, niskobudżetowe) produkcje, za moich czasów transmitowane na „dwójce” w porze obiadowej. Historia w jaką bohaterowie się wplątują jest niestety ciut za bardzo fantastyczna aby brać ją na poważnie, z drugiej strony zbyt rzadko puszcza oko, czy też nie stara się przebijać czwartej ściany aby być bardziej zabawna. W kwestii fabuły, mamy tutaj jedną, rozbudowaną historię, którą możemy odkrywać z różnych perspektyw, jak np. wybierając z kim chcemy się socjalizować będąc w ogrodzie. Nie odniosłem niestety wrażenia, że mogę przejść grę „inaczej”, a tylko że mogę zobaczyć jej inny fragment. Niestety nie wz budziło to we mnie chęci zagrania w grę po raz kolejny, ot, przeszedłem ją jak chciałem, zobaczyłem koniec, wystarczy. Nie wiem czy twórcy chcieli aby tak grać w ich grę, trochę szkoda, że nie wtłoczyli w nią więcej „replayability”. Nie zrozumcie mnie źle, w Ericę grało mi się świetnie i przeszedłem ją za jednym podejściem, była to jednak dla mnie rozrywka na jeden wieczór – co być może dla wielu z Was w zupełności wystarczy.

Chwilę mi zajęło zanim znalazłem grę do pary dla Erici, ale udało się i nie żałuję wyboru. Zachęcony pozytywnymi ocenami na steamie, zaopatrzyłem się w Late Shift, wydaną wcześniej, bo już w 2017 roku grę, która jednak przeszła zupełnie poza moim radarem premier.

Mechanicznie jest tutaj prościej, nie musimy z niczym się łączyć i instalować, całość interakcji to jedynie dwa guziki na ekranie między którymi możemy co jakiś czas wybierać. Dla jednych może to być minus szczególnie w zestawieniu z bogatą w mini gierki Ericą, mi jakoś specjalnie ich nie brakowało, odwrotnie, pozwalało nie wybijać się z rytmu historii.

Tematycznie jest bardziej dojrzale bo bez elementów fantastyki, czuć też większą dynamikę, cała fabuła dzieje się bowiem w trakcie jednej nocy. Naszym protagonistą jest student o imieniu Matt, który wbrew swojej woli zostaje wplątany w serię niefortunnych zdarzeń. Ogląda się to jak całkiem niezły, hollywoodzki film, a możliwość decydowania o tym co ma zrobić główny bohater dodaje sporo smaku tej opowieści. Akcja jest prowadzona bardzo zręcznie, z małymi tylko potknięciami i niedociągnięciami, daje dużo satysfakcji i też niejednokrotnie jest zabawna. Wszystkich bohaterów polubiłem z miejsca, nie wiem czy to przez ich uroczy brytyjski akcent, czy dobrą grę aktorską, ale kibicowałem wbrew logice każdemu.

W „nocnej zmianie’ twórcy podeszli do tematu wielowątkowości w nieco inny sposób i zamiast oferować inne postacie i lokacje, postawili na inne sposoby przejścia tych samych ścieżek. Jeśli więc w Erice mogliśmy wybrać z kim chcemy pogadać, tutaj zdecydujemy czy dla jednej i tej samej osoby będziemy uprzejmi czy też nie. Osobiście był to dla mnie strzał w dziesiątkę i powód dla którego przeszedłem tę grę chyba ze trzy razy. Twórcy stanęli bowiem na wysokości zadania i w zależności od tego jak zachowamy się w danej chwili, następna scena może mieć zupełnie inny charakter. Będziemy mieli się czym bronić, albo będziemy musieli ratować się ucieczką, będzie obok nas ktoś do pomocy, albo będziemy sami. Odkrywanie alternatywnych rozwidleń działa tutaj o wiele bardziej naturalnie niż w Erice i faktycznie chciałem przejść grę ponownie (no, też dlatego, że za pierwszym podejściem, trochę jakby przegrałem). Matt może być popychadłem i niezdarą, albo bezczelnym dupkiem i wcale nie jest powiedziane, że konsekwencja popłaca. Są bowiem momenty, kiedy trzeba wykazać się uporem i odwagą, ale są też takie gdzie bardziej opłaca się być sprytnym i ostrożnym. Można też pójść na całego w psychozę i berserka i to było właśnie moje trzecie podejście, byłem ciekawy jak twórcy przedstawią najbardziej odjechane i nielogiczne decyzje, które czasem możemy wybrać. Jednokrotne przejście gry trwa prawie półtorej godziny, więc jest idealną alternatywą dla klasycznych, nieinteraktywnych filmów.

Podsumowując, obie gry polecam i mimo że przeznaczone są dla jednego gracza, jestem bardzo ciekawy jak sprawdziłyby się na posiadówkach ze znajomymi. Wiecie, kilka osób głosuje, większość wygrywa. Spróbujcie też i podzielcie się wrażeniami w komentarzach.

Tyle ode mnie w tym miesiącu, do usłyszenia!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *