Kryptogórnictwo potrzebuje Ciebie!

Wiesz coś zatem o kryptowalutach. Nieważne, czy śledzisz na bieżąco wykresy na giełdach, czy są to dla Ciebie „kody” – coś obiło Ci się o uszy. I nie przez przypadek chcesz wiedzieć więcej – cała sprawa z tymi kodami nabiera rozpędu i wkręca się w świadomość ludzi jak glizda w ziemię.

Na początku rozwiejmy kilka mitów, które narosły wokół kryptowalut.

1. Są nielegalne.

Ok, kilka krajów, w tym Chiny, Rosja, Korea Południowa i Wietnam (i pewnie jeszcze parę innych) stają okoniem. Zabroniły na przykład tzw. ICO, czyli „initial coin offering”, czegoś na kształt zbiórki pieniędzy na nową kryptowalutę. Ale umówmy się, jest ich już tyle i sama struktura ICO jest na tyle mglista i ryzykowna (inwestujesz w coś, czego jeszcze nie ma), że nie dziwię się, że tego zakazali. Ale już np. rosyjski minister ds. komunikacji otwarcie mówi, że Rosja co prawda nie uznaje płatności w Bitcoinie, ale jest zainteresowana technologią Blockchain. Znaczy to mniej więcej tyle, że nie chcą Bitcoina, bo chcą zrobić swojego. W ogóle nie zdziwi mnie, jeśli Rosja stworzy jako pierwsza w świecie narodową, kryptograficzną walutę. Chiny też nie do końca zdelegalizowały ten rynek. Co prawda zakazano handlu na giełdach, ale tylko tych lokalnych. Wszystkie firmy przenoszą więc serwery do okolicznych krajów i tyle z całego zamieszania. Kopanie kryptowalut nie jest w żaden sposób zakazane.

2. Nie istnieją.

Kryptowaluty to nie piramida finansowa, to nie tworzenie wirtualnego pieniądza z powietrza (dokładnie w taki sposób, jak robią to teraz banki na całym świecie!!!), to nie wirtualny pieniądz bez pokrycia. Nie wdając się w techniczne szczegóły – one istnieją na każdym komputerze jako niezmienialny, chroniony szyfrem ciąg znaków. Są więc tak samo nierealne, jak Twoje zdjęcia z wakacji, albo ulubiona empetrójka, a więc bardziej, niż fiducjarny pieniądz tworzony przez banki podczas udzielania kolejnego kredytu.

3. Nie można za nie nic kupić.

Krótko – na stronie Changelly, lub ShapeShift można wymienić praktycznie dowolną kryptowalutę na inną. Możemy tez obyć się bez tego i przelać krypto-środki bezpośrednio na jedną z giełd, np. BitBay, czy AbuCoins. Wymiana na złotówki, dolary czy euro jest natychmiastowa (wewnątrz giełdy), zaś na przelew na prywatne konto czekamy standardowe 1-2 dni (po weryfikacji tożsamości). Warto tez wspomnieć, że płatności w Bitcoinach pomału się przyjmują, np. na portalu crowdfundingowym odpalprojekt czy dzięki operatorowi płatności InPay.

4. Korzystają z nich przestępcy, więc powinny być zakazane.

To prawda, korzystają z nich przestępcy. Jednak nie bardziej niż ze złotówek, dolarów i euro, to gotówka bowiem jest najbardziej pożądana w tym światku. Zabronione powinno być natomiast pranie pieniędzy meksykańskich karteli, czy wliczanie wpływów z prostytucji i handlu narkotykami do PKB w krajach takich jak Wielka Brytania, czy Włochy. Zakazane powinno być też gadanie głupot bez uprzedniej weryfikacji faktów.

Postanowiłem napisać poradnik, jak w prosty sposób stać się częścią świata kryptowalut i po złożeniu swojej pierwszej kryptokoparki podzielić się nabytą wiedzą. Sprawa jest dość prosta, kupujesz stacjonarny komputer, łączysz z Internetem i jedziesz. Ale po kolei, zacznijmy przewrotnie od praktyki, teoria sama powinna się ułożyć.

Pierwsze, czego potrzebujemy to gniazdko z prądem i miejsce, gdzie nasza przyszła koparka będzie mogła dziarsko szumieć niczym morze w Międzyzdrojach. Prąd im tańszy tym lepszy, bo przy dobrych wiatrach będzie zjadał „tylko” ok. 25-30% naszych zysków.

Miejsce też jest ważne – zapomnij o trzymaniu tego szpeju w salonie w tajemnicy przed dziewczyną, tudzież pod łóżkiem chłopaka, wiatraki z kart graficznych skutecznie dają o sobie znać.

No i wreszcie kwestia samego komputera. Poniżej wrzucam listę zakupów wraz z orientacyjnymi cenami (jest to wersja minimum, bez burżujstwa):

● Płyta główna Gigabyte GA-H110-D3A 300zł
● Procesor Intel Celeron G3900 2.8 GHz 47W Box 140zł
● RAM Kingston HyperX Fury Black 4GB DDR4 180zł
● Dysk SSD Adata SU700 230zł
● Zasilacz Corsair Platinum 1000W 800zł
● Windows 10 Home 400zł
● Klawiatura + myszka 30zł
● Miernik energii / Watomierz 50zł
● Risery do kart graficznych 30zł sztuka
● Guzik włączania 8zł
● Obudowa 100zł
● Karty graficzne (nvidia 1060/1070/1080) od 1200zł w górę

Zakładam, że mamy takie rzeczy jak monitor, listwa zasilająca i Internet (przez kabel lub modem GSM/WIFI).

Wszystko bez kart graficznych (dlaczego są takie ważne – o tym za chwilę), kosztuje trochę ponad 2000zł. To karty jednak zjedzą nam najwięcej z budżetu, bo one są sercem naszej koparki. To one będą zżerać prąd i zamieniać go na moc obliczeniową. Dlatego najlepiej kupić ich od razu kilka. Ta płyta główna może obsłużyć do sześciu kart, ja zdecydowałem się na 3 GTX 1070, koszt jednej to ok 1800zł.

Mamy gniazdko, mamy miejsce, mamy sprzęt – montujemy! Ale zanim zaczniemy od komputera, potrzebujemy do niego zmajstrować obudowę. Polecam w tym miejscu tę stronę, bo bardzo dobrze opisuje jak zrobić to krok po kroku. Moja skrzynka różni się jednak od tej z linku, bo jest węższa, nie chciałem kwadratowej (i dobrze, bo i tak wszystko się zmieściło). Można zamówić gotową, ale jeśli ktoś jest Zosią Samosią jak ja, można przejechać się do OBI czy innej Castoramy i zakupić:

● 6 metrów aluminiowych kątowników (25x25mm albo 30x30mm)
● 2m drewnianej listewki (najlepiej heblowanej), nie za cienkiej, nie za grubej (np. 15x30mm, 20x25mm, ja chyba wziąłem 25x25mm)
● śrubki samowiercące (z takim śmiesznym czubkiem) ok. 15mm – tanioszka więc wziąłem 100g na zapas

Trzeba to pomierzyć, pociąć i skręcić (wkrętarka akumulatorowa wystarczy), w sumie jakieś 2-3h roboty. Ale jaka satysfakcja!

Mamy już obudowę, czas na komputer. Z pomocą przyszła mi wcześniej wspomniana strona, ale ja opiszę to prościej (i lepiej ;)

Na początku montujemy procesor w płycie głównej, po jego bokach są 2 wcięcia, nie da się go włożyć źle, osobiście zaskoczyło mnie, że minimalnie się ruszał. Następnie instalujemy wiatrak do niego. Ważne, żeby zasilanie do wiatraka wpiąć w „CPU FAN”. Ja na początku wpiąłem w inne wejście (też pasował!). Następnie wpinamy RAM – tutaj miałem pierwszego zonka, moja płyta obsługiwała DDR4, a ja kupiłem za pierwszym razem DDR3. „Będzie trochę wolniejszy” pomyślałem. Niestety ma dzióbek w innym miejscu i nie pasował, więc upewnijcie się, jaki RAM pasuje do Waszej płyty.

Dalej możemy zabrać się za zasilenie naszej płyty głównej w dwóch miejscach – 24-pinowe ATX (zasilenie płyty) oraz 8-pinowe zasilenie CPU. Potem możemy wpiąć niepozorną pierdółkę, bez której nie uruchomimy naszej koparki – włącznika. Są takie bez światełek, ale ja chciałem ze światełkami ;)

Potem podpinamy dysk do płyty głównej. W pudełku tej, którą kupiłem, był kabel SATA (taki węższy), jednak on jeden nie wystarczy. Trzeba jeszcze podpiąć dysk pod zasilacz, osobnym kablem SATA dodawanym do zasilacza (taki szerszy). Dysk podpinamy do 6-pinowego wyjścia na zasilaczu.

Dołączamy monitor, klawiaturę, podłączamy całość do prądu i możemy instalować Windowsa. Ja swojego przygotowałem na USB i też Wam to polecam, nie trzeba się użerać z płytą DVD.

Na razie nie musimy instalować kart graficznych. To zrobimy po pierwszym uruchomieniu komputera i zarejestrowaniu Windowsa kluczem. W tym miejscu polecam zajrzeć na tę stronę. Znajdziecie tam porady jak skonfigurować BIOS (np. zaznaczyć aby automatycznie włączał się po awarii prądu), oraz ciekawy plik .bat, który zbiorczo pozwala nam włączyć/wyłączyć kluczowe rzeczy w systemie (np. wyłączyć usypianie). Kiedy pierwszy raz to uruchomiłem, wyłączyłem aktualizacje systemu – to był błąd. Przez to komputer nie wykrywał zewnętrznej karty graficznej, kiedy używałem zintegrowanej. Po aktualizacji wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku.

Po konfiguracji systemu, połączeniu z Internetem i aktualizacji, podłączamy pierwszą kartę GPU do risera, a ten do złącza PCIx16. Potem wpinamy kartę do zasilania. Czego nie wiedziałem to to, że zarówno riser jak i kartę trzeba osobno zasilić. Ważne – zasilanie karty musi iść bezpośrednio do zasilacza, zaś risery można zasilić zbiorczo rozgałęziaczem SATA dołączanym do zasilacza i jednym gniazdem 6-pin zasilić wszystkie. Do tego potrzebowałem jeszcze kabli 6-pin > SATA które na szczęście dostałem razem z riserami.

Wszystkie te oraz wcześniejsze połączenia zaznaczyłem na (zaktualizowanej) grafice (kliknij by powiększyć):

Kiedy to wszystko mamy gotowe, możemy zająć się teorią, czyli co potrzebujemy, żeby kopać kryptowalutę, a co zawiera się w trzewiach naszej koparki. Wróćmy do tego, dlaczego akurat potrzebujemy tyle kart graficznych? Otóż w domowych pieleszach opłaca się kopać konkretne waluty, mające konkretny algorytm szyfrujący (np. Equihash), z którego rozszyfrowywaniem najlepiej radzą sobie właśnie szybkie karty graficzne (jest to praca wymagająca dużej ilości szybkiej pamięci). Nie wykopiemy sobie więc Bitcoina, bo ten stosuje szyfrowanie SHA-256, które nie wymaga pamięci, a procesora. Przez lata, poznając strukturę i właściwości szyfrowania Bitcoina odkryto, że można tworzyć tzw. ASIC, czyli maszyny specjalizujące się w rozszyfrowywaniu algorytmu SHA-256. Jest ich już tyle na świecie i są tak wydajne, że pojedynczy użytkownik nie może z nimi konkurować nie mając małej fortuny na zbyciu. Na szczęście jest dużo innych kryptowalut, do których nie da się zrobić ASIC’sów – tutaj trzeba po prostu mieć farmy z GPU połączone w sieć.

Dla uproszczenia założę z góry, że do kopania posłuży nam tzw. „pool”, czyli klaster kopaczy podobnych do nas, którzy w kupie mają większą szansę na odnalezienie bloku, którym następnie sprawiedliwie się dzielą. Założę też, że wszyscy mamy koparkę złożoną z kart nVidia i pracujemy pod systemem Windows. Musimy wykonać następujące kroki:

● podjąć decyzję, jaką walutę kopiemy – na chwilę obecną wybór ogranicza się moim zdaniem tylko do 3 walut: Ethereum, Bitcoin Gold i Zcash. Dzienny przychód z kopania tych walut zestawem, który złożyłem, po odliczeniu kosztów prądu to ok. 5-7$ (licząc po średnich kursach z listopada 2017).
● założyć portfele do każdej z tych walut, osobiście polecam aplikację Coinomi (ma je wszystkie + sporo innych)
● wybrać odpowiedni „pool” – klaster kopaczy (ja wybrałem nanopool dla ETH i ZEC, a btg.altpool.pro dla BTG) – polecane są średniej wielkości klastry, aby utrzymać sieć jak najbardziej zdecentralizowaną
● pobrać program do kopania (do ETH polecam Claymore Dual v10.1, do ZEC polecam Zec Miner – 0.3.4b, do BTG polecam zmodyfikowaną wersję ZecMinera – BTG-nVidia.miner.0.3.4b)
● w programie do kopania otworzyć w notatniku plik .bat, który znajduje się w folderze z programem .exe i edytować go.

To kluczowy i przełomowy moment. W tym miejscu bowiem wpisujemy:

a) adres naszego poola, z którym będziemy się łączyć i który będzie przesyłał nam wykopane udziały (na stronie www poola wszystko dokładnie opisują, co wpisać w .bat dla odpowiedniego programu, który używamy)
b) adres naszego portfela + nazwę użytkownika

Zapisujemy plik i klikamy. Otwiera się okno i odpowiednia kryptowaluta zaczyna się kopać.

W wejściu na stronę www odpowiedniego poola, w zakładce „workers” możemy wpisać adres naszego portfela. Pokażą nam się aktualne statystki naszego kopacza. Po uzyskaniu odpowiedniej ilości waluty, jest ona automatycznie przelewana do naszego portfela. Możemy ją następnie spieniężyć na jednej z giełd, lub też trzymać i czekać aż kurs wzrośnie.

Alternatywą jest też program NiceHash, który posiada własny pool, sam dobiera dla nas odpowiednią walutę, a całość przelicza w locie na Bitcoiny (więc de facto zarabiamy właśnie w Bitcoinach). Mnie to rozwiązanie niezbyt przypadło do gustu, gdyż wypłaty następują dopiero po uzbieraniu 0.01 BTC, co w przypadku mojej koparki zajęłoby jakieś dwa, trzy tygodnie. Może kiedy będę miał mocniejszy sprzęt, przetestuję ten program w praktyce. [UPDATE 2017.12.07] – serwis NiceHash padł ofiarą ataku i większość (wszystkie?) Bitcoiny zebrane w ich portfelu znalazły się na koncie włamywaczy (tutaj można zobaczyć portfel na którym wylądował łup). Serwis współpracuje z organami ścigania, aby znaleźć skradzione fundusze, równolegle w pocie czoła pracuje nad wznowieniem działalności.

Ostania rzecz warta uwagi – koniecznie zainstaluj program do podkręcania kart graficznych np. MSI Afterburner. Tylko dzięki temu możemy zwiększyć moc karty (w moim przypadku) z ok. 28Mh/s do 32Mh/s, oraz ZNACZNIE ograniczyć zużycie prądu, nawet o 33%.

Poniżej grafika z ustawień, które były stabilne. Limit energii zbił pobór prądu o 1/3, procesor +205 i pamięć +740 podniosły równolegle wydajność o ok. 15% wydajności bazowej, wiatrak na stałe podkręcony do 80% skutecznie utrzymuje temperaturę poniżej 50 stopni. Na forach ludzie piszą, że 60 też jest spoko, ale wydawało mi się, że przy 60 karta zaraz się stopi.  Warto w tym miejscu zaznaczyć, że moje karty mają pamięć Microna, więc +750 to maksimum do jakiego można je podkręcić (potem karta zawiesza się i trzeba resetować komputer). Pamięci Samsunga można podkręcać do oporu, ale mogłem trafić gorzej – pamięci Hynix podobno w ogóle nie dają się podkręcać. Producenta pamięci sprawdzimy instalując program GPU-Z.

Tak zaś prezentuje się gotowy „rig”:

Dla zainteresowanych tematem odsyłam do mojego wpisu o Bitcoinie, pierwszej szeroko zaadoptowanej kryptowalucie na którą szał zdaje się nie mieć końca.

Tymczasem żegnam się i szykuję do lotu do Gruzji!

Grafika: DonkeyHotey

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *